☄️ Rosyjskie Czolgi Drugiej Wojny Swiatowej

Polska będzie musiała prowadzić wojnę ruchomą i niezależnie od powodzenia wojny na zachodzie może przeżywać okupację niemiecką i sowiecką. Pierwsza zniszczyłaby nas materialnie, druga zniszczyłaby narodowo i politycznie – pisał na początku 1939 roku Władysław Studnicki. Poniżej prezentujemy fragment książki Studnickiego "Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej Przestarzałe czołgi najwyraźniej nie przeszkadzają Rosjanom. Złom na polu walki. Przestarzałe czołgi najwyraźniej nie przeszkadzają Rosjanom. Rosjanie od lutego zeszłego roku uchodzą za szaleńców, ale wraz z biegiem wojny ciągle podwyższali tę poprzeczkę. Najnowszym przykładem tego jest ich dumne ruszanie do boju w sprzęcie z Czołgi II Wojny Światowej. Najważniejsze typy czołgów z lat drugiej wojny światowej – historia ich powstania i udziału w walkach oraz ich parametry techniczne.W tej bogato ilustrowanej publikacji Thomas Anderson, znawca militariów z okresu drugiej wojny światowej, przedstawia wszystkie typy czołgów, które odegrały większą rolę podczas tego konfliktu, zarówno te w wojskach Czołgi lekkie to M24 Chaffee. Mogło w nim jechać do pięciu żołnierzy. Ważył 18 ton i max. rozpędzał się do 58 km/h. Jego zasięg to ok. 280 km. Pancerz miał 9- 38 mm. Uzbrojenie składało się armatę kal. 75 mm i karabiny kal. 7, 62 i 12, 7 mm. Czołg M3/M5 Stuart zabierał czterech członków załogi. W przypadku książki Czołgi II wojny światowej wyd. 9/2020 odpowiedź na powyższe pytanie brzmi tak, że autorem (autorką) „Czołgi II wojny światowej wyd. 9/2020” jest Zasieczny Andrzej. Autor lub autorka książki ma prawo do ochrony swojego dzieła i może decydować o sposobie jego wykorzystania, takim jak publikacja, sprzedaż Na przełomie marca i kwietnia 2022 roku światem wstrząsnęły informacje o ludobójstwach ludności ukraińskiej, dokonanych przez rosyjskich żołnierzy m.in. w Buczy, Irpieniu i Hostomlu. Najważniejsze typy czołgów z lat drugiej wojny światowej historia ich powstania i udziału w walkach oraz ich parametry techniczne.W tej bogato ilustrowanej publikacji Thomas Anderson, znawca militariów z okresu drugiej wojny światowej, przedstawia wszystkie typy czołgów, które odegrały większą rolę podczas tego konfliktu, zarówno te w wojskach niemieckich i ich sojuszników Archaiczny sprzęt, brak nowoczesnych systemów, chaos w działaniu – taki obraz rosyjskiej armii wyłania się z mediów społecznościowych. Eksperci nie rozumieją, czemu Rosja nie wykorzystuje nowoczesnego sprzętu, który pojawiał się na moskiewskich paradach. Rosyjska armia w działaniach w Ukrainie opiera się na poborowych i nie Pod Wuhłedarem Rosjanie mieli stracić co najmniej 130 czołgów i pojazdów opancerzonych. - Bardzo dobrze operowali ukraińscy artylerzyści. Salwa spadała na kolumny czołgów, które się rozjeżdżały i wpadały na miny. Całości dopełniły drony, polskie kraby i francuskie caesary - mówił w Polskim Radiu 24 Witold Newelicz, korespondent wojenny TV Republika na Ukrainie. Fkkqa8V. Sprzęt wojskowy w większości armii świata wyglądał mniej więcej podobnie. Jak to z każdą regułą bywa, od tej również zdarzały się wyjątki. Pojazdy eksperymentalne, zbaczające z utartych ścieżek i rzucające wyzwanie wieloletniej praktyce, a czasem i zdrowemu rozsądkowi powstawały w niemal każdym z walczących państw. Co ciekawego wymyślili konstruktorzy w ZSRR?Aerosanie NKŁ-26Najlepsi radzieccy dowódcy, gen. Mróz i gen. Błoto, mieli lojalnego współpracownika - gen. Śnieg przy odrobinie starań był w stanie sparaliżować komunikację od Zatoki Fińskiej po Morze Czarne. Mimo to pewien wynalazek pozwalał na sprawne poruszanie się nawet wtedy, gdy każdy inny pojazd nie nadawał się do przemieszczania się po śniegu znacznie lepsze od gąsienic czy kół są płozy. Mają jednak pewną wadę: same z siebie nie są w stanie rozpędzić pojazdu. Rozwiązanie to obchodzi się na wiele sposobów, wystarczy choćby wspomnieć skutery śnieżne. Jednak jeszcze na początku XX wieku rosyjski (polskiego pochodzenia!) konstruktor samolotów i śmigłowców, Igor Sikorski, zaproponował nietypowe rozwiązanie: sanie napędzane Sikorskiego, który w międzyczasie wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, została przez Rosjan twórczo rozwinięta. Przykładem pomysłowości konstruktorów mogą być aerosanie NKŁ-26. Było to blaszane pudło na płozach napędzane przez umieszczony z tyłu silnik NKŁ-26 (Fot. istotne, aerosanie poza świetną manewrowością w trudnych warunkach zapewniały dwuosobowej załodze częściową ochronę. Centymetrowy pancerz z przodu kadłuba był w stanie powstrzymać większość pocisków z broni strzeleckiej. Sanie tego typu były wykorzystywane głównie do zadań rozpoznawczych i czołgi świata - BT-7Pojazdy gąsienicowe nieźle radzą sobie w trudnym terenie, jednak ceną za tę możliwość jest stosunkowo niska prędkość maksymalna, z jaką czołg może poruszać się np. po dobrej drodze. W większości przypadków w czasie drugiej wojny światowej prędkość maksymalna czołgów sięgała w sprzyjających okolicznościach 30-40 km/ (Fot. postanowili jednak skonstruować czołg zdolny do rozwinięcia prędkości dwukrotnie większej, osiągając to w bardzo nietypowy sposób. Jeszcze na początku lat 30. od konstruktora, Waltera Christiego, kupili w Stanach Zjednoczonych dwa pojazdy, nazwane dla niepoznaki ciągnikami przetransportowaniu ciągników do ZSRR nadano im nazwę BT – Bystrochodnyj Tank (czołg szybkobieżny) i dzięki zdobyciu technologii tzw. zawieszenia Christiego (starali się o nią Polacy) rozpoczęli budowę serii nietypowych czołgów. Ich cechami wspólnymi były: stosunkowo cienki pancerz, silne uzbrojenie i pewna niezwykła zdjęcie rozpędzonego BT-7 (Fot. BT, w tym najliczniej produkowane BT-7, w trudnym terenie korzystały z gąsienic, jednak gdy go w końcu pokonały, mogły je zrzucić. Zamieniały się wówczas w samochody pancerne i z nieosiągalną dla zwykłych czołgów prędkością mogły kontynuować jazdę na kołach, rozpędzając się do 80-90 km/h. Do 1941 roku zbudowano około 8 tys. takich maszyn. Na poniższym filmie można zobaczyć efektowną prezentację tego czołgu (najciekawsze ujęcia od około 4:00).Soviet Tank BT-7 (Red Army)Latający czołg A-40 KTGeneza jednego z najbardziej osobliwych pomysłów w dziejach broni pancernej sięga początku lat 30. Związek Radziecki miał wówczas nie tylko rozbudowane siły powietrznodesantowe, ale też wyprzedzającą armie innych państw koncepcję ich użycia. Problemem zmniejszającym użyteczność spadochroniarzy było to, że zrzucani na spadochronach żołnierze mogą łatwo znaleźć się w tarapatach, jeśli nie dostaną wsparcia ciężkiego KT (Fot. kraje usiłowały w późniejszych latach rozwiązać ten problem za pomocą szybowców, jednak w Związku Radzieckim, gdzie prace nad dostarczaniem drogą powietrzną ciężkiego sprzętu były najbardziej zaawansowane, postanowiono sięgnąć po radykalną metodę. Rozwiązaniem miał być latający czołg, desantowany razem z siedzącą w środku załogą i dzięki odrzucanym skrzydłom gotowy do akcji natychmiast po dotknięciu powiedzieć, trudniej zrobić – nie wszyscy żołnierze pochodzili z Czelabińska, więc zwykłe zrzucenie czołgu z samolotu nie wchodziło w grę. Do lekkiego czołgu T-60 doczepiono skrzydła i usterzenie, nazywając tę przedziwną konstrukcję A-40 KT, a radziecki konstruktor lotniczy, Oleg Konstantinowicz Antonow krzyknął do niej :„Lataj!”. Odciążona ze wszystkiego, co zbędne maszyna z jednym śmiałkiem wewnątrz wyruszyła w swój pierwszy lot, holowana jak zachowane zdjęcie A-40 KT (Fot. Wikimedia Commons)Choć czołg uniósł się w powietrze, to jego duża waga i aerodynamika latającej cegły nie pozwoliły na osiągnięcie potrzebnej do bezpiecznego lotu prędkości. Mimo przedwczesnego wypięcia holu czołgiście udało się bezpiecznie wylądować, jednak nie byłoby to możliwe, gdyby czołg był gotowy do walki, a zatem w pełni wyposażony i znacznie cięższy. Ponieważ A-40 KT nie rokował, a Rosjanie usiłujący powstrzymać niemiecką ofensywę mieli wówczas zupełnie inne priorytety, projekt SPB - konfiguracja użyta bojowo (Fot. Wikimedia Commons)Rosjanie postanowili podejść do problemu inaczej i jako bazę dla mniejszych samolotów wykorzystać wielki bombowiec Tupolew TB-3 (prowadzono również próby z mniejszym TB-1). Przetestowano kilka konfiguracji – w jednej z nich (Zveno Aviamatka) TB-3 miał zabierać na pokład, a właściwie na skrzydła, pięć mniejszych maszyn (jedna z nich miała doczepiać się pod kadłubem już po starcie zestawu).Jako najbardziej perspektywiczny wybrano jednak nieco skromniejszy zestaw o nazwie SPB w postaci dwóch myśliwców I-16, doczepionych pod skrzydłami samolotu bazy. Koncepcja użycia takiego zespołu zakładała, że ciężki i dysponujący dużym zasięgiem samolot dostarczy mniejsze i uzbrojone w bomby maszyny w pobliże celu. Tam odczepią się one od TB-3 i zrobią to, co było niewykonalne dla dużego bombowca – dokonają precyzyjnego bombardowania, rekompensując niewielką liczbę zabieranych bomb dużą transportujący pięć mniejszych samolotów (Fot. ciekawe, te niezwykłe maszyny zostały użyte bojowo. W lecie 1941 roku kilka zestawów Zveno SPB dokonało udanych ataków na cele we współpracującej z Niemcami wiek praktyki pozwolił wypracować konstruktorom czołgów pewien kanon: poza wyjątkami pancerne pudło na gąsienicach zwieńczone jest obrotową wieżą, w której umieszczono uzbrojenie. Zanim jednak ten kanon wypracowano, przez pewien czas konstruktorzy czołgów wychodzili z założenia, że od jednej wieży lepsze są dwie, a od dwóch trzy. Albo tyle, ile tylko się na kadłubie (Fot. rezultacie w latach 20. powstały projekty i prototypy wielowieżowych czołgów, jednak zazwyczaj zapał konstruktorów szybko przegrywał ze zdrowym rozsądkiem decydentów i na prototypach się kończyło. W Związku Radzieckim było drugą wojną światową powstało tam kilka projektów czołgów wielowieżowych, z których do produkcji seryjnej na początku lat 30. wdrożono dwa: T-28 i znacznie ciekawszy, bo obłożony wieżami z każdej strony T-35. Projektanci byli wyjątkowo hojni – wyposażyli to pancerne monstrum w pięć wież, trzy działa i sześć karabinów (Fot. wyglądała jak wieża oblężnicza orków i okazała się spektakularną katastrofą. Nie dość, że biedny dowódca nie był w stanie ogarnąć, w co aktualnie próbują trafić jego liczni podwładni, to T-35 mimo 55 ton wagi był wyjątkowo marnie opancerzony i mało ruchliwy. Na szczęście dla radzieckich czołgistów większość tych czołgów nie wzięła udziału w walce i z powodu licznych awarii (głównie układu napędowego) została porzucona przez załogi przed oddaniem pierwszego BehemothSkoro już jesteśmy przy radzieckich czołgach, warto obalić pewien popularny w Sieci mit. Dawno, dawno temu ktoś postanowił pobawić się w trolla (choć zapewne trolling określano wówczas innym słowem) i przerobił zdjęcie defilujących czołgów T-28. Dorzucił do niego kilka detali w taki sposób, że jadące jeden za drugim czołgi wydawały się jednym i oryginalne zdjęcie (Fot. z tego mityczny KW-VI Behemoth (ach, cóż za adekwatna nazwa!), który - jak pokazuje wykonany przez utalentowanego modelarza model - miał być czymś w rodzaju czołgowej stonogi z umieszczonymi na kadłubie wieżami z połowy typów radzieckich czołgów. Pomysłodawcy tej mistyfikacji nie brakowało fantazji i dla lepszego efektu dorzucił nawet słynną Katiuszę, zamontowaną, wzorem stosowanej na amerykańskich Shermanach wyrzutni Calliope, na jednej z wież gruncie rzeczy równie dobrze mógłby dodać do czołgu lotnisko polowe, bimbrownię i połowę ekspozycji petersburskiego (a w tamtej epoce leningradzkiego) muzeum Ermitaż – projekt byłby tak samo realny, a przy tym znacznie bardziej nie brakowało fantazji (Fot. każda mistyfikacja ta również zaczęła żyć własnym życiem i na niektórych forach można nawet spotkać się z informacją, że wybudowano kilka sztuk tego paskudztwa, a jedna przełamała się podczas jazdy. Co gorsza, sadząc po krążących po Sieci obrazkach, wzmianki o tym czołgu mogły pojawić się nawet w drukowanych wydawnictwach. No cóż, jedynym ziarnem prawdy w tej bajce jest fakt, że Rosjanie produkowali wielowieżowe, duże czołgi. Ale nie takie! Podsumowując: KW-VI Behemoth nigdy nie istniał. Armia Radziecka, tak jak ta Niemiecka, była bardzo dobrze przygotowana do wojny. Jej uzbrojenie pancerne było chyba jeszcze bardziej imponujące. Najcięższych czołgów było aż dziewięć. Największy z nich to T- 100, którego waga sięgała prawie 60 ton. Jego pancerz był grubości 20- 70 mm. W czołgu mieściło się siedmiu załogantów. Maszyna potrafiła jechać 38 km/h, a jej zasięg sięgał 200 km. Uzbrojony był w dwie armaty o kal. 76, 2 i 45 mm. Miał też trzy karabiny maszynowe kal. 7, 62 mm. Czołg KW-1 zabierał do czterech żołnierzy. Ważył 42- 52 tony. Jechał max. 43 km/h, a jego zasięg grubo przekraczał 300 km. Pancerz miał grubość 15- 133 mm. Na wyposażeniu miał armatę 76, 2 mm i nawet cztery karabiny kal. 7, 62 mm. IS- 3 zabierał na pokład 4 członków załogi. Pojazd ważył 41- 52 tony. Jechał max. 40 km/h, a zasięg to 210 km. Pancerz zbudowany był z blach grubości 20- 230 mm. Uzbrojenie to armata kal. 122 mm i karabiny kal. 12, 7 mm i 7, 62 mm, na wyposażeniu mogło ich być po dwa z każdego rodzaju. Ciężkie radzieckie czołgi to także T- 35, SMK, KW- 2 i 8, IS- 1 i 2. Czołgi średnie to T- 28, T– 34/76, T- 34/85 i T- 44. Najcięższy z nich był T- 44, który ważył 34 tony, na pokład zabierał czterech żołnierzy. Jego pancerz miał 15- 120 mm grubości. Jego osiągi to 50 km/h i 300 km zasięgu. Na wyposażeniu miał armatę kalibru 85 mm i dwa karabiny kal. 7, 62 mm. Czołgi lekkie to T- 26, T- 60 i T0- 70. Największy to T- 26, który ważył ok. 10 ton. Na pokładzie miał trzech załogantów, a chronił ich pancerz 6- 25 mm. Jechał max. 32 km/h, a zasięg to ok. 380 km. Uzbrojono go w armatę kal. 7, 62 mm i trzy karabiny kal. 7, 62 mm. Radzieckie czołgi pływające to T- 38, który brał na pokład dwóch żołnierzy. Ważył do 4 ton i jechał prawie 50 km/h. Jego zasięg to jakieś 230 km. Założono mu karabin kal. 7, 62 mm. T- 40 natomiast był o dwie tony cięższy, jechał 45 km/h i miał zasięg 450 km. Dwóch żołnierzy chronił pancerz o grubości 6- 15 mm. Uzbrojenie to działko 20 mm lub karabin kal. 12,7 i karabin kal. 7, 62 mm. Wyposażenie czerwonoarmistów to także Tankietka T- 27, która jechała 45 km/h, na wyposażeniu miała karabin kal. 7, 62 mm. Działa samobieżne to SU- 76, 85, 100, 122 i 152, a także ISU- 122 i 152. Pod koniec ubiegłego roku wydawnictwo Almapress już po raz dziewiąty wydało leksykon „Czołgi II wojny światowej” Andrzeja Zasiecznego. Książka cieszy się dużą popularnością wśród Czytelników i trudno się temu dziwić. Zawiera bowiem encyklopedyczny opis pięćdziesięciu sześciu typów najważniejszych czołgów i tankietek przedstawionych w kolejności alfabetycznej państw, w których powstały. Mamy więc do czynienia z czołgami z Australii, Czechosłowacji, Francji, Japonii, Kanady, Polski, Trzeciej Rzeszy, Stanów Zjednoczonych, Węgier, Wielkiej Brytanii, Włoch i Związku Radzieckiego. Rutynowy sposób opisu polega na przedstawieniu w pierwszej kolejności zwięzłej historii rozwoju pojazdów i szczegółowej charakterystyki technicznej, z uwzględnieniem wszystkich wersji i odmian. Podsumowaniem jest krótki opis zastosowania bojowego oraz liczba wyprodukowanych egzemplarzy i użytkowników zagranicznych z dość obszernym wspomnieniem o służbie niektórych typów w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, a także w Wojsku Polskim po drugiej wojnie światowej. Leksykon jest bogato ilustrowany: każdy z opisywanych typów czołgów wzbogacony jest o barwną sylwetkę boczną, rysunek w czterech rzutach i zdjęcia pochodzące z frontów, na których czołgi te walczyły. Książkę wydano w grubej oprawie na solidnym papierze, a opisy czołgów – zgodnie z mottem „maksimum treści, minimum słów” – tworzą z tego małą encyklopedię z dziedziny broni pancernego tamtego okresu. Największą ilość miejsca poświęcono jednak konstrukcjom, które dla biegu wojny okazały się najbardziej znaczące. W szczególności dotyczy to konstrukcji czterech głównych aktorów drugiej wojny światowej i Polski (znalazło się miejsce dla tankietek TK i TKS oraz czołgu lekkiego 7TP). Szersze opisy znajdujemy w przypadku brytyjskich czołgów piechoty Churchill i Matilda oraz czołgów szybkich Crusader i Cromwell. Nie inaczej jest w przypadku amerykańskiego czołgu lekkiego M3/M5 General Stuart oraz średniego M4 General Sherman. Nie mogło zabraknąć czołgów niemieckich i sowieckich, które odegrały największą rolę w działaniach pancernych drugiej wojny światowej. Najwięcej miejsca poświęcono z jednej strony czołgom ciężkim PzKpfw V Panther i PzKpfw VI Tiger, a z drugiej – czołgom szybkim BT-2, BT-5 i BT-7, czołgom średnim T-34/76 i T-34/85 oraz czołgom ciężkim KW-1, KW-2 czy KW-85. Mimo iż jest to dziewiąte wydanie książki, nie ustrzeżono się błędów. Już na trzeciej stronie widnieje informacja, że jest to wydanie VII, zaś na okładce – IX. To przeoczenie wynika prawdopodobnie z pośpiechu przy posyłaniu książki do drukarni. Zastosowany język jest w dużej mierze prosty i nie sprawia problemów w odbiorze, choć na stronie 68 odnalazłem coś takiego: „Podwozie składało się z każdego boku pojazdu z czterech małych odlewanych…”. Kłopotliwa jest też interpunkcja, która wiele razy nakazuje wręcz Czytelnikowi powrót do początku zdania i uważne ponowne jego przestudiowanie. Do tego dochodzi duża liczba literówek, które – jak by się można spodziewać – w ramach dziewiątego przeglądania tekstu powinny zostać wyeliminowane. Na karb literówek można zrzucić informację, że lądowanie aliantów w Normandii odbyło się „6 IV 1944”. Uwagę zwraca również stosowanie podpisów pod zdjęciami z wykorzystaniem zdań, które znalazły się wcześniej w tekście zasadniczym. Można wnioskować, że zabrakło pomysłu na inne ciekawe informacje. Znajdujemy również informację, jakoby wojna fińsko-radziecka trwała w latach 1939–1942 ( choć na stronie 164 są wskazane prawidłowe dzienne daty skrajne. W drugim akapicie na s. 146 mamy również powtórzone wyrażenie „Frontu Białoruskiego” – prawdopodobnie jeden z nich miał być Frontem Ukraińskim. Największego dysonansu poznawczego doznałem jednak na s. 171, na której dowiedziałem się, że Niemcy zajęli Stalingrad we wrześniu 1942 roku. Nie, tak nie było, co prawda kontrolowali w listopadzie aż 90% jego powierzchni, ale Sowietom Stalingrad udało się obronić. Mimo tych nieznacznych wad, które raczej wiążą się z historią powszechną, a nie historią uzbrojenia, książkę należy polecić wszystkim zainteresowanym tematyką broni pancernej w czasie drugiej wojny światowej. Nie jest to pozycja wyczerpująca temat, ale wcale nie miała taką być. Z pewnością stanowić będzie punkt wyjścia do dalszej lektury na temat broni pancernej z tamtego okresu. Zawiedzeni nie powinni być zarówno znawcy uzbrojenia, jak i osoby, które zaczynają przygodę z tym tematem.

rosyjskie czolgi drugiej wojny swiatowej